Październik miesiącem walki z rakiem piersi. A ja akurat mam ten problem... Zewsząd, z każdej gazety, bilbordu, plakatów w centrach handlowych atakują mnie wzmianki o mammografiach, profilaktyce, zakichane różowe wstążeczki. Nienawidzę tego koloru.
Staram się niby żyć z dnia na dzień, czuć każdą chwilę, nie myśleć nie wiadomo czego, ale mam dużo na głowie w związku z pracą. Wiele godzin pracuję, a jak mam wolne to wciąż coś, a to telefony, a to dopilnowanie spraw i tak mijają mi dni bez większej refleksji nad chwilą bieżącą. Ubolewam nad tym.
Ogarnęło mnie lenistwo, tej najgorszej postaci - odrzucenie komunikacji. Nie chce mi się z nikim gadać. O tyle o ile i milczę. Stałam się bardziej sucha i rzeczowa. Wycofałam się. Mam wrażenie, że nikt mnie nie jest w stanie teraz zrozumieć. Obserwuję komu zależy... To podłe i wyrachowane, ale z drugiej strony widzę jak na dłoni, że w gruncie rzeczy poza rodziną i jedną osobą reszta ma zwyczajnie wyjebane.
Od dziś znów będę brunetką. Mentalnie jestem brunetką. Tożsama z brązem chyba na zawsze.
Podobno jak kobieta zmienia fryzurę szykują się zmiany.
U mnie najpierw były zmiany.
Do następnego.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz