Mój "dzień przed dniem". Przyznałam się kolejnej osobie. Od dwóch dni okropnie bolą mnie plecy, wiem, że to wina stresu. Cała jestem napięta...
Między artykułem a artykułem porównuję zdjęcia USG w necie z tymi moimi. Niby nic, ale kilka jest niepokojących. Cholera nie znam się na tym, tylko staram się poznać wroga. Naczytałam się tyle, że chyba więcej krzywdy sobie tym robię niż pożytku. Lada chwila dostanę miesiączkę. Piersi mam jak dwa balony, bolą, ciekawe jak przeżyję tę biopsję jutro. Robią ją w ogóle w takim okresie cyklu? Podobno nie zawsze znieczulają.
Diagnoza po USG to: piersi o utkaniu gruczołowo-tłuszczowym z cechami mastopatii, w obu liczne torbiele, w lewym sutku na godz. 12 torbiele z poszerzeniem przewodów. skierowano do Poradni Onkologicznej, zalecono BAC.
Założyłam konto na stronie amazonek, chciałam się podzielić z nimi, przeczytać, że będzie dobrze, że to błahostka. Nikt mi jeszcze nie odpisał, za to ja jakaś spokojniejsza jestem. Tyle tam historii kobiet, dla których rak złośliwy, nawet ten z przerzutami do węzłów, wcale nie był chorobą śmiertelną a "stanem przewlekłym". I żyją lat 5, 10, 15 i dalej "po".
Wciąż mam nadzieję, że mnie to ominie, że u mnie to nic groźnego. Ale to uczucie jest równorzędne z tym o okłamywaniu siebie. Tak samo wiele historii zaczyna się od zmian "łagodnych"...
Jutro dzień wolny. Między 8 a 13 jestem przyjęta do Samodzielnego Zakładu Cytogenetyki. Nie wiem ile czasu czeka się na wyniki biopsji, czy w ogóle ją zrobią? Podobno też markery mają określić, badanie genetyczne zrobić, czyli krew pobrać.
Dlaczego teraz? Kiedy pracę mam dobrą, jestem w niej doceniona, mój związek się układa, zaczynam żyć normalnie. Głupie pytania o sprawiedliwość...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz