Ten dzień zaczął się wcześniej niż chciałam. Niestety, ale nerwy kierują człowiekiem po swojemu. Pierwsza pobudka po 4 rano, następne co pół godziny: wciąż nie pora na wstanie... 6:45: zęby, ciuchy, włosy, wymarsz. Przed 8 byłam na miejscu. Chłodne, wilgotne powietrze brzasku obudziło we mnie mechanizm: iść - wykonać - zapomnieć. O 9:20 już wiedziałam, że nie wiem dalej nic, no, niewiele aż do pierwszego listopadowego czwartku. Znam opinię genetyka, kazał spać spokojnie i badać prolaktynę, bo obstawia bardzo wysokie ilości. Znam opinię onkologa. Ta sama plus wynik czwartkowej biopsji.
Wiem, że nic nie wiem. Podobno zmiany łagodne, ale wszystkie wątpliwości rozwieje biopsja. Wyniki markerów nowotworowych dopiero za 2 miesiące. W między czasie sprawdzian hormonalny i ewentualna farmakoterapia na obniżenie prolaktyny do normy...
Cały dzień spędziłam w mieście, sprawy, spacer, inne obowiązki. Na koniec masaż. Pierwszy pomógł niewiele. Mam krzywy kręgosłup piersiowy, stąd bóle. Zalecone ćwiczenia, ale jeszcze nie wiem jakie. Dowiem się na dniach, bo ciężko rehabilitować odcinek piersiowy, prawie nieruchomy, dlatego fizjoterapeutka potrzebowała konsultacji z kimś mądrzejszym.
Jestem zmęczona ...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz