Październik miesiącem walki z rakiem piersi. A ja akurat mam ten problem... Zewsząd, z każdej gazety, bilbordu, plakatów w centrach handlowych atakują mnie wzmianki o mammografiach, profilaktyce, zakichane różowe wstążeczki. Nienawidzę tego koloru.
Staram się niby żyć z dnia na dzień, czuć każdą chwilę, nie myśleć nie wiadomo czego, ale mam dużo na głowie w związku z pracą. Wiele godzin pracuję, a jak mam wolne to wciąż coś, a to telefony, a to dopilnowanie spraw i tak mijają mi dni bez większej refleksji nad chwilą bieżącą. Ubolewam nad tym.
Ogarnęło mnie lenistwo, tej najgorszej postaci - odrzucenie komunikacji. Nie chce mi się z nikim gadać. O tyle o ile i milczę. Stałam się bardziej sucha i rzeczowa. Wycofałam się. Mam wrażenie, że nikt mnie nie jest w stanie teraz zrozumieć. Obserwuję komu zależy... To podłe i wyrachowane, ale z drugiej strony widzę jak na dłoni, że w gruncie rzeczy poza rodziną i jedną osobą reszta ma zwyczajnie wyjebane.
Od dziś znów będę brunetką. Mentalnie jestem brunetką. Tożsama z brązem chyba na zawsze.
Podobno jak kobieta zmienia fryzurę szykują się zmiany.
U mnie najpierw były zmiany.
Do następnego.
poniedziałek, 28 października 2013
piątek, 25 października 2013
Wstrzymany oddech
Ten dzień zaczął się wcześniej niż chciałam. Niestety, ale nerwy kierują człowiekiem po swojemu. Pierwsza pobudka po 4 rano, następne co pół godziny: wciąż nie pora na wstanie... 6:45: zęby, ciuchy, włosy, wymarsz. Przed 8 byłam na miejscu. Chłodne, wilgotne powietrze brzasku obudziło we mnie mechanizm: iść - wykonać - zapomnieć. O 9:20 już wiedziałam, że nie wiem dalej nic, no, niewiele aż do pierwszego listopadowego czwartku. Znam opinię genetyka, kazał spać spokojnie i badać prolaktynę, bo obstawia bardzo wysokie ilości. Znam opinię onkologa. Ta sama plus wynik czwartkowej biopsji.
Wiem, że nic nie wiem. Podobno zmiany łagodne, ale wszystkie wątpliwości rozwieje biopsja. Wyniki markerów nowotworowych dopiero za 2 miesiące. W między czasie sprawdzian hormonalny i ewentualna farmakoterapia na obniżenie prolaktyny do normy...
Cały dzień spędziłam w mieście, sprawy, spacer, inne obowiązki. Na koniec masaż. Pierwszy pomógł niewiele. Mam krzywy kręgosłup piersiowy, stąd bóle. Zalecone ćwiczenia, ale jeszcze nie wiem jakie. Dowiem się na dniach, bo ciężko rehabilitować odcinek piersiowy, prawie nieruchomy, dlatego fizjoterapeutka potrzebowała konsultacji z kimś mądrzejszym.
Jestem zmęczona ...
Wiem, że nic nie wiem. Podobno zmiany łagodne, ale wszystkie wątpliwości rozwieje biopsja. Wyniki markerów nowotworowych dopiero za 2 miesiące. W między czasie sprawdzian hormonalny i ewentualna farmakoterapia na obniżenie prolaktyny do normy...
Cały dzień spędziłam w mieście, sprawy, spacer, inne obowiązki. Na koniec masaż. Pierwszy pomógł niewiele. Mam krzywy kręgosłup piersiowy, stąd bóle. Zalecone ćwiczenia, ale jeszcze nie wiem jakie. Dowiem się na dniach, bo ciężko rehabilitować odcinek piersiowy, prawie nieruchomy, dlatego fizjoterapeutka potrzebowała konsultacji z kimś mądrzejszym.
Jestem zmęczona ...
czwartek, 24 października 2013
Postanowienia
Mam tyle czasu na myślenie, że dochodzą do mnie różne oczywiste oczywistości.
Codziennie wpychamy w siebie tony chemii, od jedzenia, przez używki a kończąc na kosmetykach. Nie zwracamy uwagi na to czym się odżywiamy, jaki ma skład to, co wkładamy do ust. Poza tym miliony kremów, balsamów, szamponów i masek, to wszystko naszpikowane chemią.
Postanowiłam zmienić wszystko, co mogę by mieć zdrowsze ciało, skórę, psychikę, w ogóle organizm. Nie tylko ze względu na podejrzenie raka, ale nie oszukujmy się - to był ten "przecinek" w życiu, o którym pisałam wcześniej. To był TEN moment, mam nadzieję, że nie za późno.
Postanowiłam, że pozbędę się ze swojego otoczenia wszystkiego, co najbardziej mi może szkodzić: kosmetyków naszpikowanych chemią, niezdrowej żywności, stresu - na tyle, ile się da.
Zaczęłam szukać i znalazłam Naturnika.pl :
"W ofercie sklepu internetowego NATURNIKA znajdują się najwyższej jakości kosmetyki naturalne, kosmetyki ekologiczne, kosmetyki organiczne, kosmetyki mineralne oraz biokosmetyki.
Wszystkie oferowane przez nas produkty zostały opracowane na bazie starannie dobranych składników, certyfikowane przez niezależne międzynarodowe organizacje (BDIH, NaTrue, Soil Association, Cosmebio, Eco-Cert)."
Dlatego zaczęłam "projekt denko", czyli wykańczam wszystkie kosmetyki jakie mam w domu i sukcesywnie będę je wymieniać na te najlepszej organicznej jakości. Nie mam zamiaru dłużej testować na sobie Tablicy Mendelejewa, tych wszystkich silikonów, parabenów, pegów, olejów parafinowych, formaldehydu i innych.
Te same czystki przeprowadzę w tym co jem. Odrzucam fast food, zamieniam białe na zielone, czyli cukier, biała mąka, mleko krowie, białe pieczywo, makarony, oczyszczony ryż. Zamieniam na pełnoziarniste pieczywo, kasze, dziki i brązowy ryż. Wprowadzam do jadłospisu górę warzyw i owoców. Duże śniadanie, średni obiad i słabą kolację. Wczesny sen i poranną pobudkę. Odrzucam narzekających, odrzucam smutasów. Filmy i programy dołujące, wiele śmiechu w komediach jest zdrowsze. Spacery, ćwiczenia fizyczne, pilates. Interesują mnie techniki oddychania i relaksacji. Obiecałam sobie raz na tydzień iść na masaż, taki prezent zamiast kolejnego ciucha, który i tak potem leży nigdy nie założony.
Chcę zacząć żyć świadomie. Chcę czuć każdą chwilę i cieszyć się nią najlepiej jak się da. Żyć na sto procent. Od dziś. Na zawsze.
Kropka.
Codziennie wpychamy w siebie tony chemii, od jedzenia, przez używki a kończąc na kosmetykach. Nie zwracamy uwagi na to czym się odżywiamy, jaki ma skład to, co wkładamy do ust. Poza tym miliony kremów, balsamów, szamponów i masek, to wszystko naszpikowane chemią.
Postanowiłam zmienić wszystko, co mogę by mieć zdrowsze ciało, skórę, psychikę, w ogóle organizm. Nie tylko ze względu na podejrzenie raka, ale nie oszukujmy się - to był ten "przecinek" w życiu, o którym pisałam wcześniej. To był TEN moment, mam nadzieję, że nie za późno.
Postanowiłam, że pozbędę się ze swojego otoczenia wszystkiego, co najbardziej mi może szkodzić: kosmetyków naszpikowanych chemią, niezdrowej żywności, stresu - na tyle, ile się da.
Zaczęłam szukać i znalazłam Naturnika.pl :
"W ofercie sklepu internetowego NATURNIKA znajdują się najwyższej jakości kosmetyki naturalne, kosmetyki ekologiczne, kosmetyki organiczne, kosmetyki mineralne oraz biokosmetyki.
Wszystkie oferowane przez nas produkty zostały opracowane na bazie starannie dobranych składników, certyfikowane przez niezależne międzynarodowe organizacje (BDIH, NaTrue, Soil Association, Cosmebio, Eco-Cert)."
Dlatego zaczęłam "projekt denko", czyli wykańczam wszystkie kosmetyki jakie mam w domu i sukcesywnie będę je wymieniać na te najlepszej organicznej jakości. Nie mam zamiaru dłużej testować na sobie Tablicy Mendelejewa, tych wszystkich silikonów, parabenów, pegów, olejów parafinowych, formaldehydu i innych.
Te same czystki przeprowadzę w tym co jem. Odrzucam fast food, zamieniam białe na zielone, czyli cukier, biała mąka, mleko krowie, białe pieczywo, makarony, oczyszczony ryż. Zamieniam na pełnoziarniste pieczywo, kasze, dziki i brązowy ryż. Wprowadzam do jadłospisu górę warzyw i owoców. Duże śniadanie, średni obiad i słabą kolację. Wczesny sen i poranną pobudkę. Odrzucam narzekających, odrzucam smutasów. Filmy i programy dołujące, wiele śmiechu w komediach jest zdrowsze. Spacery, ćwiczenia fizyczne, pilates. Interesują mnie techniki oddychania i relaksacji. Obiecałam sobie raz na tydzień iść na masaż, taki prezent zamiast kolejnego ciucha, który i tak potem leży nigdy nie założony.
Chcę zacząć żyć świadomie. Chcę czuć każdą chwilę i cieszyć się nią najlepiej jak się da. Żyć na sto procent. Od dziś. Na zawsze.
Kropka.
Głęboki wdech
Mój "dzień przed dniem". Przyznałam się kolejnej osobie. Od dwóch dni okropnie bolą mnie plecy, wiem, że to wina stresu. Cała jestem napięta...
Między artykułem a artykułem porównuję zdjęcia USG w necie z tymi moimi. Niby nic, ale kilka jest niepokojących. Cholera nie znam się na tym, tylko staram się poznać wroga. Naczytałam się tyle, że chyba więcej krzywdy sobie tym robię niż pożytku. Lada chwila dostanę miesiączkę. Piersi mam jak dwa balony, bolą, ciekawe jak przeżyję tę biopsję jutro. Robią ją w ogóle w takim okresie cyklu? Podobno nie zawsze znieczulają.
Diagnoza po USG to: piersi o utkaniu gruczołowo-tłuszczowym z cechami mastopatii, w obu liczne torbiele, w lewym sutku na godz. 12 torbiele z poszerzeniem przewodów. skierowano do Poradni Onkologicznej, zalecono BAC.
Założyłam konto na stronie amazonek, chciałam się podzielić z nimi, przeczytać, że będzie dobrze, że to błahostka. Nikt mi jeszcze nie odpisał, za to ja jakaś spokojniejsza jestem. Tyle tam historii kobiet, dla których rak złośliwy, nawet ten z przerzutami do węzłów, wcale nie był chorobą śmiertelną a "stanem przewlekłym". I żyją lat 5, 10, 15 i dalej "po".
Wciąż mam nadzieję, że mnie to ominie, że u mnie to nic groźnego. Ale to uczucie jest równorzędne z tym o okłamywaniu siebie. Tak samo wiele historii zaczyna się od zmian "łagodnych"...
Jutro dzień wolny. Między 8 a 13 jestem przyjęta do Samodzielnego Zakładu Cytogenetyki. Nie wiem ile czasu czeka się na wyniki biopsji, czy w ogóle ją zrobią? Podobno też markery mają określić, badanie genetyczne zrobić, czyli krew pobrać.
Dlaczego teraz? Kiedy pracę mam dobrą, jestem w niej doceniona, mój związek się układa, zaczynam żyć normalnie. Głupie pytania o sprawiedliwość...
Między artykułem a artykułem porównuję zdjęcia USG w necie z tymi moimi. Niby nic, ale kilka jest niepokojących. Cholera nie znam się na tym, tylko staram się poznać wroga. Naczytałam się tyle, że chyba więcej krzywdy sobie tym robię niż pożytku. Lada chwila dostanę miesiączkę. Piersi mam jak dwa balony, bolą, ciekawe jak przeżyję tę biopsję jutro. Robią ją w ogóle w takim okresie cyklu? Podobno nie zawsze znieczulają.
Diagnoza po USG to: piersi o utkaniu gruczołowo-tłuszczowym z cechami mastopatii, w obu liczne torbiele, w lewym sutku na godz. 12 torbiele z poszerzeniem przewodów. skierowano do Poradni Onkologicznej, zalecono BAC.
Założyłam konto na stronie amazonek, chciałam się podzielić z nimi, przeczytać, że będzie dobrze, że to błahostka. Nikt mi jeszcze nie odpisał, za to ja jakaś spokojniejsza jestem. Tyle tam historii kobiet, dla których rak złośliwy, nawet ten z przerzutami do węzłów, wcale nie był chorobą śmiertelną a "stanem przewlekłym". I żyją lat 5, 10, 15 i dalej "po".
Wciąż mam nadzieję, że mnie to ominie, że u mnie to nic groźnego. Ale to uczucie jest równorzędne z tym o okłamywaniu siebie. Tak samo wiele historii zaczyna się od zmian "łagodnych"...
Jutro dzień wolny. Między 8 a 13 jestem przyjęta do Samodzielnego Zakładu Cytogenetyki. Nie wiem ile czasu czeka się na wyniki biopsji, czy w ogóle ją zrobią? Podobno też markery mają określić, badanie genetyczne zrobić, czyli krew pobrać.
Dlaczego teraz? Kiedy pracę mam dobrą, jestem w niej doceniona, mój związek się układa, zaczynam żyć normalnie. Głupie pytania o sprawiedliwość...
wtorek, 22 października 2013
Proces
W życiu człowieka zdarzają się takie momenty, które zmieniają to wspomniane życie praktycznie w każdym aspekcie. Determinują decyzje, ukierunkowują na nowe cele, dosmaczają każdą chwilę, bo nagle każda jest ważna. W takie momenty wpisuje się najczęściej śmierć bliskiej osoby, utrata dotychczasowego życia, rozstanie, choroba - wszystko, co stawia nam przecinek w życiorysie i wymusza w sposób wyjątkowo naturalny te wszystkie trudne pytania o sens egzystencji.
W moim życiu takich chwil z przecinkami było wiele, ale póki co tym najważniejszym momentem okazała się ostatnia wizyta u lekarza. Na lewo i prawo trąbi się o profilaktyce i choć ja nigdy nie miałam się za "panią życia i śmierci", to raczej kwestie utraty zdrowia omijały mnie łagodnie. Wiadomo, do czasu...
Z ostatniego ultrasonografu wróciłam z albumem zdjęć, wszystkie przedstawiały świetnie rozwinięte torbiele w moich i tak niewielkich piersiach. Podobno niegroźne, ale moja reakcja, a jestem osobą raczej realnie i pragmatycznie podchodzącą do świata, była mocno emocjonalna, gdy przeczytałam skierowanie do centrum cytogenetyki, do "specjalisty od skorupiaków".
Mija piąty dzień, pod koniec tygodnia dowiem się na ile słuszne są moje zmartwienia. Jednak najbardziej istotne jest to, jak bardzo zmieniło się moje podejście do własnego życia. Zdałam sobie sprawę z jakim brakiem szacunku do swojego życia podchodzę. Jak wiele razy udało mi się prześlizgać w imię wygody, lenistwa, czy ignorancji.
Dziś wiem, że ten alarm, oby fałszywy, obudził mnie z letargu, popchnął do zrobienia porządku w życiu, w znajomościach, w rozprawieniu się ze stresem, który wywołał cały ten proces; zmusił mnie do zadbania o siebie, o swoje szczęście, o to co jem, jak wygląda mój dzień.
Czas podjąć zmiany i zacząć żyć na prawdę, bo już wiem, że życie jest bardzo kruche i ulotne.
M.
W moim życiu takich chwil z przecinkami było wiele, ale póki co tym najważniejszym momentem okazała się ostatnia wizyta u lekarza. Na lewo i prawo trąbi się o profilaktyce i choć ja nigdy nie miałam się za "panią życia i śmierci", to raczej kwestie utraty zdrowia omijały mnie łagodnie. Wiadomo, do czasu...
Z ostatniego ultrasonografu wróciłam z albumem zdjęć, wszystkie przedstawiały świetnie rozwinięte torbiele w moich i tak niewielkich piersiach. Podobno niegroźne, ale moja reakcja, a jestem osobą raczej realnie i pragmatycznie podchodzącą do świata, była mocno emocjonalna, gdy przeczytałam skierowanie do centrum cytogenetyki, do "specjalisty od skorupiaków".
Mija piąty dzień, pod koniec tygodnia dowiem się na ile słuszne są moje zmartwienia. Jednak najbardziej istotne jest to, jak bardzo zmieniło się moje podejście do własnego życia. Zdałam sobie sprawę z jakim brakiem szacunku do swojego życia podchodzę. Jak wiele razy udało mi się prześlizgać w imię wygody, lenistwa, czy ignorancji.
Dziś wiem, że ten alarm, oby fałszywy, obudził mnie z letargu, popchnął do zrobienia porządku w życiu, w znajomościach, w rozprawieniu się ze stresem, który wywołał cały ten proces; zmusił mnie do zadbania o siebie, o swoje szczęście, o to co jem, jak wygląda mój dzień.
Czas podjąć zmiany i zacząć żyć na prawdę, bo już wiem, że życie jest bardzo kruche i ulotne.
M.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)